Kazanie Sługi Bożego O. Anzelma Gądka OCD – O Miłosierdziu Bożym z 1915 r.

J+ M

O miłosierdziu Bożym. Kazanie w czasie tryduum błagalnego o pokój.

Słodki Pan wszystkim, a litości jego nad wszystkie uczynki Jego [Ps 144, 9].

Najmilsi w Chrystusie! W słowach dopiero co wypowiedzianych wychwala psalmista Pański miłosierdzie i zmiłowania Boże. Nad wszystkie dzieła rąk Bożych, ponad wszystkie dobrodziejstwa jakimi nas obsypuje, nad łaski których udziela, większe, największe jest jego miłosierdzie. Trudno to będzie udowodnić, pomyśli sobie [niejeden], w tym roku wojny i kary i śmierci i krwi i łez i głodu. Jakżeż jest miłosierny Pan, gdy tak jakby obojętnie, bez czucia, bez serca patrzy na łzy, na bóle, na rany, na śmierć okrutną tylu swoich dzieci. Gdzież się podziało to serce Jego ojcowskie? Zda mi się, czy nie raczej, jakoby się całkowicie spełniły groźby Boże i kary na nas, zapowiadane niegdyś przez proroka; Teraz powiada Pan, wspomnę ich nieprawości i nawiedzę. Jak niegdyś prorokowi, tak teraz zda się przykazał jakby sprawiedliwym: Nie módl się za ludem tym. Gdy będą pościć nie wysłucham modlitwy ich, a jeśli ofiarują ofiary nie przyjmę, bo mieczem i głodem i morem wygubię ich. Choćby stanął Mojżesz i Samuel przede mną, nie mam serca do ludu tego, wypędź ich od oblicza mego, niech idą precz. [s. 2] A jeśli cię spytają dokąd: Rzeczesz do nich. To mówi Pan: którzy na śmierć, na śmierć a którzy pod miecz pod miecz, a którzy na głód na głód a którzy w niewolę w niewolę. O miasto święte, o ojczyzno miła, woła z bólem prorok, któż pójdzie prosić o pokój twój. Namnożyło się wdów twoich, a cieszą się te, które nie rodziły, że synowie ich nie pójdą na rzeź. Jeśli wyjdę w pole, oto pobici mieczem, a jeśli wejdę w miasto, oto zmorzeni głodem. Tak opisuje prorok Pański spustoszenie i wojnę swej ojczyzny, i my to samo mamy przed oczyma.

Że karzący jest Bóg to dzisiaj wszyscy rozumiemy, lecz że miłosierny nie widzimy. Nietrudno mi to udowodnić, lecz wam najmilsi jakoś trudno uwierzyć. Widzicie tylko łzy i bóle wasze i słyszycie jakby gromy i pioruny gniewu Boga, a nie widzicie jak on czeka i upatruje czasu zmiłowania, jako Jego serce uciśnione z naszym i oczy zalane łzami nad nędzą naszą. Jako On oczekuje, aby nam podać gałązkę pokoju, a narody uciekają od Niego. Gdy wam dobrze było, gdyście głodu nie czuli, ran nie widzieli, śmierci nie zaglądali w oczy, gdyście w pokoju chleb spożywali – nietrudno wam było wierzyć, że Dobry Bóg. I każdemu, który miał trochę wiary i serce, gdy wspominał że wszystko dał mu Bóg i zdrowie, i majątek i szczęście gdy wspomniał na grzechy swoje i długi wobec Boga – cisnęły się słowa – Dobry jest Pan! [s. 3] Lecz teraz gdy się koło nas zmieniło, gdy w boleść i nędzę, i w śmierci obfitujemy – już Bóg przestał być dla nas dobry. Czyż Pan Bóg rzeczywiście się zmienił. Nie, bo u Niego nie ma odmiany, Jam Pan a nie zmieniam się, lecz koło nas się zmieniło i myśmy się zmienili. I z tego, że się koło nas zmieniło, że z bogatych staliśmy [się] biednymi, ze zdrowych rannymi, ze szczęśliwych nieszczęśliwymi, zmienił się zaraz sąd nasz o Bogu. Zamiast się ukorzyć i z poddaniem przyjmować dopuszczenie i próbę – cóż czynią pojedynczy i całe narody wojną dotknięte. Oto dobrzy z pomiędzy was rzekli: Przestał Bóg być miłosiernym, lecz jest sprawiedliwym cośmy sobie zasłużyli, to mamy. Lecz niedobrzy inaczej rzekli. Oni przedtem Boga nie kochali, gdy im dobrze było, to teraz w nieszczęściu rzekli: Nie masz Boga, bo gdyby był nie patrzyłby na to. Więc zwątpili zupełnie. Zwątpiliśmy, rzekli, za myślami naszymi pójdziemy, a każdy nieprawość serca czynić będzie. I czynią tę nieprawość. Bo najprzód zaprzestali się modlić. Przedtem się także nie modlili, lecz przynajmniej nie bluźnili. Teraz bluźnią – głośno jedni, po cichu drudzy. Oto od roku się modlicie, od roku urządzacie nabożeństwa, a cóżeście wymodlili! Święty Boże, Święty Mocny, Święty a nie nieśmiertelny – a ten Bóg nie święty, bo bez troski patrzy na mordowanie milionów, nie jest mocny, bo wojnie nie przeszkadza, ani nie jej kończy. Po co się modlić, po co czas tracić – wojna się skończy, gdy się ma skończyć. [s. 4] Po co posty, po co pokuty. I tak już dosyć mamy. Tak drwią i szydzą niewierzący, a i słabo wierzący zamiast utwierdzać swą wiarę, zdają się przytakiwać słowom onym.

Lecz wejdźmy trochę w siebie. Bóg nas karze i nas zaiste najwięcej nawiedził. Dlaczego. Bo nas najwięcej pewno umiłował. Nie dał nam doczesnych zbytków, aby dać wypłatę dopiero u siebie. A sądzę, i w tym się nie mylę, że lepiej później być płaconym przez Boga samego osobiście, niż tu wcześniej na ziemi przez nędzne stworzenia. Dał nam większe poznanie, dał wiarę, dał poczciwsze serce. Uczynił nas narodem prawdziwie męczeńskim. Nie wątpmy, że kiedy przyjdzie dzień, da nam także wawrzyn zwycięstwa, jeśli dotrwamy wierni. Od roku już stoimy pod straszliwą chłostą. Czyśmy na to zasłużyli. Pewno. A dlaczego najwięcej. Czyśmy [bardziej] winni od drugich. Nie wiem. Bóg wie. To pewno, żeśmy nie bez winy. Więc gdy nie bez winy nie pytajmy się i nie badajmy, nie narzekajmy, lecz się upokarzajmy i pokutujmy. Lecz tu pozwolę sobie [na] jedno pytanie: Był rok ubiegły rokiem wojny, rokiem krwi, ran, bólu łez, rokiem kary. Czy ten rok ubiegły był też rokiem pokuty czy rokiem nowych grzechów. Czy był rokiem błagania, czy też rokiem wyrzekania, a może przeklinania. Powiedzcie dobrzy, którzyście za Bogiem zawsze się opowiadali, coście w tym roku czynili, aby gniew Boży złagodzić. Gazety czytali, opowiadań [s. 5] strasznych słuchali i powiększali, czas na narzekaniu i biadaniu, czasem i płaczu, przemarnowali. Czy była taka serdeczna, skruszona, pokorna we wszystkich modlitwach? Od powietrza, głodu, ognia i wojny zachowaj nas Panie; czy tak skruszeni jęczeliśmy naprawdę my grzeszni etc. O, niejeden dobry w tej wojnie poniósł nawet klęskę swej wiary, o Bogu, o cnocie zapomniał. A źli czy się nawrócili. Mówią że wojna nawraca. Nie, ona wywraca i wytraca. Czy ci co przedtem w piątki nie pościli, teraz się do postu zabrali, co do kościoła nie chodzili, teraz przychodzili. Czy ci co zawsze przedtem byli pijani teraz wytrzeźwieli. Czy ci co w nieczystościach i nienawiściach żywot prowadzili, teraz bez skazy i nagany żywot prowadzą. Jeśli dawniej było źle, to teraz gorzej.

Dochodzą słuchy ze wsi, widzi się życie w mieście. Jest pokuta, jest poprawa. Ci dobrzy byli, gorszymi się stali, czy ci źli grzeszyli, więcej grzeszą. Teatry i kina przepełnione, w kawiarniach i knajpach miejsca nie znaleźć – bawią się ludzie jak się bawili, grzeszą jako grzeszyli – rozpustują, jak rozpustowali. Panienki wstyd przedtem jeszcze znały, teraz go nie znają, matki nie przeklinały, a teraz przeklinają, a i po wsiach to samo. Wszak nie słyszano jeszcze może dotąd, żeby dziewczęta polskie na rozpustę z Moskalami poszły, a jednak to podobno się stało mimo kapłańskiego płaczu i wołania, wszak i mężatki, których mężowie po rowach w głodzie i nędzy, na grzeszne wyuzdania z obcymi czas znalazły. Teraz wszystko wolno, wołają, bo to wojna. Wolno kraść, [s. 6] wolno się upijać, wolno cudzołożyć – bo to wojna, wszelkie prawa ustały. Źle było przed rokiem wojny w służbie Bogu, ale teraz gorzej. Pokuty jeszcze nie było. Była przymuszona, była konieczna, którą wojna przyniosła, ale nie była ta serdeczna, która z serca płynie i mówi uczynkiem i prawdą: Zgrzeszyliśmy. [Toteż] i w te dni, które zalecił nasz pasterz na modlitwy i na post słychać po mieście szemrania. Czyż nie dość postu, nie dość utrapienia. Po co to wszystko. Niech księża poszczą, kiedy na wojnę nie poszli. Poszczą i księża, pości pierwszy Ojciec świety i Książę Biskup krakowski – i miliony wydaje, aby wyście nie pościli. Poszli i księża na wojnę i wielu zginęło i w rowach ich wszy jedzą, jako drugich i do baraków poszli i do szpitali dobrowolnie się poświęcili i na zarazę i na niesienie pomocy. Gdy was wszyscy opuścili, oni was jedni nie opuścili. A wy zemrzecie i złorzeczycie – Mało brakuje a powiecie – kapłani wojnę rozpoczęli. Cóż dziwnego że Bóg karze i chłoszcze gdy my od Niego uciekamy. Jeśli za jeden grzech piekłem karze człowieka, czyż dziwnym jest, że przez rok jeden wojny okazuje surowość sądu swego. Owszem. Wszak wszyscy mówią że jeśli tu karze, to jest to tylko znak miłosierdzia, aby nie karał nas potem. Nie było w tym roku prawdziwej pokuty. Rozdzierały się szaty – umykał dobytek, lecz serca pozostały twardymi, może nawet gorszymi. Mało nas, mało, którzy byśmy, w tym roku ze sercem prawdziwie skruszonym wyrzekli: zgrzeszyliśmy przeciw Tobie i niebu. Uczyń miłosierdzie nad nami. Niech nas twa zapalczywość karze lecz niech nam daruje. Sprawiedliwy jesteś Panie i prawy sąd Twój.

[s. 7] A czy Bóg i Pan nasz, On Ojciec wszelkiego miłosierdzia i przebaczenia przestał być miłosiernym. O nie najmilsi. Lecz jakże nam miłosierdzie okaże, gdy my się do Niego nie uciekamy. On czeka, on wygląda czy też przyjdą narody i rzekną: moja wina. A cóż się dzieje. Oto te narody idą do Boga, lecz nie prosić i żebrać, lecz rozkazywać i skarżyć się. Idą jedne narody i mówią: Że wojnie jest winien Moskal, a drugie winni Niemcy, a trzeci że winni Anglicy i Francuzi. Któryż z narodów ukorzył się dotąd przed Bogiem i rzekł: moja wina, zgrzeszyliśmy. Każdy się niewinnością zasłania i wszyscy się mordują. Woła Ojciec Święty do monarchów, do ludów – przestańcie, dość krwi, dość rzezi. Przez krew Chrystusa przelaną przestańcie krew przelewać. Pokój wam. Lecz słowa jego są głosem wołającego na puszczy. Ufają sile oręża i tym orężem chcą pokój wywalczyć zniszczywszy się sami, [niepomni], że kto mieczem wojuje i od miecza ginie. I jeśli się [nie] opamiętają, długo jeszcze rzeki krwi i rzeki łez popłyną. A Bóg dobrotliwy tak czeka i wygląda. Bo czyż nie dałby się ubłagać i przeprosić. Czyż kiedy karze, nie umie darować. Owszem nic tak Bogu nie jest obcym, jak karanie. On samą dobrocią i miłosierdziem a zlitowań Jego nie masz granic.

I dlatego, jeśli dotąd dla bólu lub zwątpienia zapomnieliśmy o prawdziwej pokucie i modlitwie, dziś się przebudźmy, zaglądnijmy głębiej do serc naszych [s. 8] i wyjmijmy stamtąd nie tylko ból dla strat doczesnych, mienia czy życia naszych drogich, lecz przede wszystkim ten ból, żeśmy dla grzechów naszych majestat Boga obrazili. Nie patrzmy na to, czy inni grzeszni lub więcej od nas zawinili – lecz sami ze skruchą i pokorą wielką zwróćmy się do Miłosierdzia Bożego. Do Miłosierdzia mówię, bo ono nie karze, nie gromi, nie ciska gniewu, lecz się lituje. Panie Boże Zastępów, nawróć nas, i okaż nam Oblicze Twoje a będziemy zbawieni. O, jaki dobry jest i miłosierny Pan nasz. Czy On podobny do gniewającego się i karzącego. Nie wierzycie. Nie my pierwsi wyciągamy rękę [prosząc] o zmiłowanie, On sam nam ręce podaje. Oto patrzcie. Na Górze Oliwnej stoi Pan, pełen dobroci. I patrzy na Jerozolimę. Patrzy i widzi. Widzi w duchu proroczym, jak miasto otaczają żołnierze, jak oblegają i zabijają, jak krew się przelewa, jak głód straszny grasuje. (…) I pod wpływem tego widoku, wzbiera boleścią serce Jezusowe, łzy cisną się do oczu, płacze i woła do miasta onego wyciągając ręce: Jerusalem, Jerusalem, o gdybyś poznało w ten to dzień, co jest ku pokojowi twemu. Ale oto teraz zakryte jest przed tobą. Albowiem przyjdą dni, a otoczą cię wałem nieprzyjaciele twoi, a ścisną zewsząd i zrównają cię z ziemią, a nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu, boś nie poznało czasu nawiedzenia twego. Płakał Pan nad niepoprawnym miastem, a teraz [s. 9] płacze nad narodami. O narody chrześcijańskie, synowie krwi mojej przelanej, czemuż nie poznajecie, co jest ku pokojowi waszemu? Czemu nie idziecie do mnie, Króla pokoju – Ja was pogodzę – Ja według sprawiedliwości rozsądzę wasze spory.

Podaje Pan z Góry Oliwnej gałązkę oliwną światu zdziczałemu, lecz go nie przyjmują. Co nam i Tobie Chrystusie, mówią Mu jak niegdyś łotr złośliwy na krzyżu. A ten, gdyby mógł powtórnie umierać, wziąłby krzyż ciężki, ten ciężki krzyż śmierci i krwi, i ran, i bólów, i łez, wziąłby wszystkie ciernie i gwoździe i szedłby dać życie za świat wojujący, aby mu dać pokój. O, tak najmilsi otwarte są wrota miłosierdzia Bożego, a myśmy mówili, że Pan o nas zapomniał – otwarty pokój, lecz narody nie chcą od Chrystusa, nie chcą Go na drodze miłości i sprawiedliwości, lecz na drodze zemsty i krzywdy. One nie chcą, aby Chrystus im królował, dlatego się mordują. A my najmilsi, dziś tu zebrani, idąc za głosem Ojca naszego, onego wołania sprawiedliwości i miłości, idźmy dziś razem do miłosierdzia Bożego, wyciągnijmy i my dłonie do tego miłosiernego Samarytanina, aby uleczył nam rany i zaprowadził do gospody pokoju.

O, Jezu Boże i Zbawicielu, Królu ludzkości – ty któryś pokój przyniósł na ziemię ludziom dobrej woli i który umierając krwią swoją przypieczętowałeś. Oto my, ten pokój dla [s. 10] grzechów i złości naszej zamącili. Od Ciebie Księcia pokoju odpadłszy, w okrutnych walkach bratobójczych trwamy od roku. Uznajemy to jako słuszne karanie za grzechy nasze. Lecz pomnij Panie, że Ty nie chcesz śmierci grzesznika. Ty sam wskrzesiłeś umarłych, nad grobem Łazarza płakałeś, nad Jerozolimą łzy wylewałeś. Ty pokój grzesznikom i grzesznicom dałeś – odpuszczając grzechy. Oto my Panie staliśmy się jako Łazarz związany w grobie, i nie sposób nam się wydostać, jeśli się wszechmoc Twoja nie wmiesza. Wojna straszliwa skosiła was jako kłosy, wszędzie spustoszenie i udręczenie. Nie masz pokoju. Na polu śmierć, a w domu łzy i głód, i mór, i choroby grasują. Wyznajemy, żeśmy na to zasłużyli. Wyznajemy przed Tobą grzechy nasze. Lecz pomnij na miłosierdzie Twoje. Niech Anioł Twój schowa miecz do pochwy – niech gniew Twój sprawiedliwy ustanie – poślij nam gałązkę pokoju. Nie narzekamy, nie szemrzemy, bo czujemy i wyznajemy, żeśmy zgrzeszyli. Dzięki Ci żeśmy dotąd wszyscy nie zginęli. Więc my z łaski i miłosierdzia Twego zachowani, do miłosierdzia twego pukamy. Otwórz Panie bramy pokoju, pogódź zwaśnione narody. Pójdźcie do Mnie wszyscy – tak nam kazałeś. My idziemy – z tą ufnością, że Cię uprosimy. Ty króluj nad nami, twoje królestwo pierwszą ojczyzną naszą – twoje rozkazy pierwszym prawem. Przez krew Twoją wylaną, przez ofiary, które codziennie ponawiasz, przez serce Twoje zranione, przez miłość Twojej i naszej Matki – Jezusie Synu Dawidów zmiłuj się nad nami. Daj pokój ludowi grzesznemu, abyśmy poznali, żeś Ty Pan i masz litość nad dziełami rąk Twoich. Amen.

 

 

Posted in Czytelnia, formacja, homilie and tagged , , .