Pielgrzymka sióstr karmelitanek Dzieciątka Jezus śladami św. Teresy od Dzieciątka Jezus i Przenajświętszego Oblicza, Patronki Zgromadzenia

Bogu naszemu Maleńkiemu,
Synowi Ojca w niebie Jedynemu,
Synowi Niepokalanej na ziemi
i Bratu naszemu Najmilszemu –

dla chwały Ojca wyniszczonemu,
w posłuszeństwie ukrzyżowanemu,
w ubóstwie narodzonemu
i pogrzebanemu,
w czystości zmartwychwstania królującemu
.

Jezusowi – Chrystusowi -Dziecięciu
cześć, dziękczynienie, wierność
teraz i zawsze – w życiu i śmierci,
w krzyżu i chwale! Amen.


Sługa Boży Anzelm Gądek OCD

Deo gratias !

Pan Bóg sam wybrał czas i sposób, a święta Teresa sama ustaliła sobie listę gości. Od początku do końca wszystkie przygotowania i ich dopełnienie były naznaczone Bożym błogosławieństwem i pełne różanych płatków łask.

W pielgrzymce wraz z Naszą Matką Błażeją wzięło udział 28 sióstr z Polski i 2 z Francji, duchowym opiekunem był Krzysztof Górski OCD.

Podróżowaliśmy samolotem z Balic do Paryża, a następnie autokarem do Lisieux, później do Alençon i na Wzgórze Św. Michała. Nie znamy imion pilotów, natomiast nasz kierowca miał na imię Tomasz.

Te dni przeżyte w szczególnej bliskości naszej świętej patronki głęboko zapisały się w naszych sercach i to nie tylko tych z nas, które otrzymały łaskę fizycznego uczestniczenia w pielgrzymce ale także tych, które łączyły się duchowo. I chociaż trudno ująć w słowa ten ogrom duchowego bogactwa, oto kilka pisemnych migawek z pielgrzymkowych ścieżek.

LISIEUX 19-24.08.2020


Bóg nie daje nam pragnień, których by nie chciał spełnić – dla wielu z nas takim spełnionym pragnieniem była pielgrzymka do miejsc we francuskiej Normandii, związanych z naszą Patronką – św. Teresą od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, która miała miejsce w dniach od 19 do 24 sierpnia 2020 r. Zamieszkałyśmy w Lisieux, w Domu Pielgrzyma („Ermitage”), prowadzonym przez siostry Brazylijki z włoskiego zgromadzenia „Służebnic Świętej Teresy”), który sąsiaduje z wysokim murem Karmelu, w którym przez ponad 8 lat żyła i uświęcała się Teresa. Podziwiałyśmy to samo niebo, oddychałyśmy niemal tym samym powietrzem co ONA – ale najważniejszy jest fakt, że mimo upływu czasu – środki do Celu pozostały te same: MIŁOŚĆ – MODLITWA – MAŁOŚĆ…

20.08 miałyśmy szczęście uczestniczyć w Eucharystii w kaplicy, do której przylega chór, w którym modliła się nasza Święta i boczna nawa, w której na piękny relikwiarz Teresy i na nas spoglądała z czułym uśmiechem Maryja – ta sama, która towarzyszyła Jej od dzieciństwa do ostatniego momentu ziemskiego życia… Jak przejmująco pięknie brzmiała wyśpiewana pieśń: „Me życie jest cieniem, me życie jest chwilką… By kochać Cię Panie – TĘ chwilkę mam tylko…” Po Mszy Świętej w udostępnionym przez Karmel tzw. Memoriale św. Teresy, pod przewodnictwem miłej p. Basi – przewodniczki, mogłyśmy zapoznać się z duchową i materialną spuścizną po Teresie oraz poznać poszczególne etapy rozwoju Jej kultu. Okazało się kolejny raz, że Bóg ukochał prostotę codzienności i że wszystko z NIM staje się piękniejsze. W ukryciu klauzury rozkwitły liczne talenty Teresy – i pisarski i artystyczny, i teatralny, ale i talent rozweselania wspólnoty…J Siostry karmelitanki oznaczały dane sobie do użytku rzeczy nie cyframi czy imionami, ale symbolami – Teresie przypadła trzcina, co Jej się spodobało, bowiem trzcinę trudno złamać (załamać…) – jest pokorna… Po południu odwiedziłyśmy Buissonnet` – niewielką uroczą posiadłość, którą brat Zelii, Izydor Guerin – wyszukał dla osieroconej Rodziny swej zmarłej siostry z Alençon. Ze wzruszeniem zwiedziłyśmy udostępnione pomieszczenia, znane nam z „Dziejów duszy”: m. in. miejsce cudownej przemiany w noc Bożego Narodzenia, pokój Marii i Pauliny – miejsce uzdrawiającego uśmiechu Maryi, pokój Tereni z uroczymi zabawkami… I ogród z piękną, zaklętą w białym kamieniu sceną rozmowy Tereni z ukochanym Tatą Ludwikiem – Jej „Królem”, gdzie odmówiłyśmy Koronkę do Dzieciątka Jezus; Słuchały nas bardzo wysokie tuje, być może świadkowie dziecięcych zabaw Teresy… Ten piękny dzień zakończyła Adoracja Najświętszego Sakramentu w Karmelu, bo „spojrzenie Twoje całą mą radością – w nim tu na ziemi mam już przedsmak nieba…”.

W kolejnym dniu odwiedziłyśmy cmentarz – od 4 października 1897 roku do 1923 roku (beatyfikacja) to miejsce pochówku Teresy. To było opatrznościowe, bo dzięki tej dostępności, rozpoczął się „huragan chwały” i „deszcz łask różanych” wypraszanych przez Teresę. O wierze odwiedzających wówczas grób Teresy świadczą ślady na krzyżu (każdy chciał mieć „coś” STAMTĄD (my też – ale nam pozostały jedynie zdjęcia i drobne kamienie pokrywające mogiły wszystkich karmelitanek… J). Następnie zeszłyśmy w kierunku przepięknej bazyliki wybudowanej w I połowie XX wieku w stylu neobizantyjskim, bo „największa Święta współczesnych czasów godna jest tego, by mieć piękną świątynię”… Najpierw zobaczyłyśmy w Centrum św. Jana Pawła II piękny i bogaty w treści film o św. Teresie, by następnie po wspaniałym, przygotowanym przez nasze Siostry: Hubertę i Marie obiedzie, zasiąść do innego Stołu na Eucharystii – w przepięknej krypcie Bazyliki, pokrytej mozaikami, w duchowej obecności świętych Rodziców Teresy – Zelii i Ludwika Martin (tam znajduje się ich relikwiarz), gdzie wszystko przemawia symboliką „Małej Drogi”, drogi Błogosławieństw.

Do Bazyliki powrócimy jeszcze raz – w sobotę 22 sierpnia wieczorem, by wziąć udział w procesji maryjnej ze świecami, połączonej z odmawianiem Różańca w różnych językach (przeplatanym myślami Teresy) – pierwszą i ostatnią tajemnicę odmawiałyśmy pojedynczo po polsku (co zaproponował ksiądz Rektor). Oświetlona niebiesko kopuła Bazyliki nasuwała myśl: „Pamiętaj, że prochem jesteś, ale obrócisz się w… MIŁOŚĆ”… Dziękujemy Ci nasza święta Patronko, że na nowo uświadomiłaś nam, że „Żyć miłością – to w naczyniu kruchym trzymać ukryty skarb nieba całego (…), bo moje niebo, moje PRZEZNACZENIE: Żyć w Twej miłości!”

s. Juranda od Królowej Aniołów KDzJ

ALENÇON, 22 SIERPNIA


Niesamowite, nie do opisania uczucie, z okna autokaru zobaczyć dom rodziny Martin… Tyle razy widziany na zdjęciach, a teraz proszę stoi przede mną… Alençon będzie mnie kojarzyć się już na zawsze z różami – one są w betonowych wzorach domu, wyrzeźbione w drewnianym pulpicie i ołtarzu, są żywe kwiaty pod ołtarzem oraz wysuszone płatki już w moim brewiarzu.

Tu wszystko się zaczęło, ale właśnie róże przypominały mi ciągle, do czego doprowadziło…

Być na Mszy Świętej właściwie w pokoju gdzie mała Teresa się urodziła… i to jeszcze w dodatku w dniu Urodzin Taty Tereski, świętego Ludwika Martin, niesamowite uczucie… Takie same uczucia towarzyszą, kiedy zwiedzamy dom. Zobaczyć schody, które pamiętają Małą świętą i jej pierwsze kroki, chodzić po podwórku, gdzie stawiała pierwsze kroki… – to są sprawy i uczucia, których nie da się ubrać w słowach. Miałyśmy możliwość mieć piknik w ogródku za domem rodziny Martin. Nie wiem nawet, jak to opisać, ale ciągle towarzyszyło uczucie obecności gospodarzy… Oczywiście, poznając Małą Tereskę, niemożliwe jest nie znać jej korzeni, jej rodziców, jednak, osobiście dla mnie, właśnie podczas tej pielgrzymki zobaczyłam, odkryłam ich jakby zupełnie od nowa. Jako bardzo żywych, bardzo prostych i bardzo bożych ludzi…, kochających się wzajemnie w mocy Miłości Bożej. Duże wrażenie wywarł na mnie Pawilon, tzw. „pustelnia” pana Martin. Zwykły, w sumie jeszcze młody, człowiek, który, jeszcze nie żonaty, urządza sobie takie miejsce. Ja miałam wrażenie, że ściany tego budynku są wprost „omodlone”…

Jako ostatnia myśl – same miasto Alençon – typowo normandzka architektura, z nieopisanym ciepłem. Ciepłem, który zachęca być obecnym, tu i teraz.

s. Meinarda Maryi Matki Łaski Bożej KDzJ

***

Po zwiedzaniu w Lisieux miejsc, w których dopełniło się piękne życie św. Teresy, nasza pielgrzymka udała się do miejsca, gdzie zaczęły się dzieje „małego kwiatka”… do Alençon. Dla mnie było to jednak szczególne miejsce spotkania z Zelią i Ludwikiem Martin. Możliwość bycia przy moście, na którym się poznali,  w kościele, w którym wzięli ślub, obok ich pierwszym domu, w Pawilonie – pustelni Ludwika oraz domu, w którym urodziła się Teresa i gdzie zmarła Zelia, było doświadczeniem dotknięcia ich zwykłego, przepełnionego radościami i troskami, a przede wszystkim łaską Bożą, życia rodzinnego. Po prostu świętość wyrosła na żyznym gruncie domowego Kościoła. Pięknym wspomnieniem jest dla mnie moment, w którym niejako przypadkiem uczestniczyłyśmy w odnowieniu przysięgi małżeńskiej pewnej pary, która przyjechała do tego miejsca w rocznicę swego ślubu. To pokazuje jak Święci Małżonkowie pociągają innych swym świadectwem umiłowania Boga ponad wszystko.

Szczególnym miejscem w Alençon był dla mnie kościół Notre Dame, w którym Teresa została ochrzczona, i w którym jej rodzice wzięli ślub oraz toczyło się życie parafialne całej rodziny. Jest tam pewna szczególna drewniana rzeźba, która wyraża głęboką prawdę na temat miłości małżeńskiej…początkowo jest ona dość toporna, następnie poprzez szlifowanie, kształty łagodnieją, a dopiero w pełni rozwoju miłości wydobywa się prawdziwy kształt człowieczeństwa małżonków.

Alençon było dla naszej pielgrzymki miejscem modlitwy za rodziny, ale także razem tworzyłyśmy naszą rodzinę zakonną poprzez bycie razem podczas Eucharystii, modlitwy brewiarzowej i różańcowej, a także podczas pikniku w ogrodzie u państwa Martin, zajadając kapustę kiszoną przywiezioną z Polski. Nie sposób nie wspomnieć również o wspaniałomyślności s. Huberty, która zrobiła nam niespodziankę kupując nam pyszne lody przed powrotem do Lisieux.

s. Julita od Niepokalanej Oblubienicy Ducha Świętego KDzJ

MONT SAINT MICHEL


Wyspa św. Michała Archanioła /Mont Saint Michel/ jest malowniczo położona wśród okalającego ją morza i uderzających fal w jej granitowe skały na kanale La Manche. Otoczona grubym i wysokim murem. To druga, zaraz po Paryżu, największa atrakcja we Francji, pełna urokliwych zakątków, wąskich uliczek, ciekawych budynków i śpiewu mew. Na samym szczycie znajduje się opactwo, gdzie na początku od 966r. przebywali benedyktyni, a obecnie jest pod opieką Monastycznych Wspólnot Jerozolimskich. Na iglicy najwyższej wieży jest umieszczony św. Michał Archanioł, który sprawuje pieczę nad tym miejscem.

Przybyliśmy tam w ostatnim dniu naszego pielgrzymowania. Z Lisieux jedzie się około 2 godzin, więc przed południem byliśmy na miejscu. Teren wokół wyspy jest wyłączony z ruchu, a na miejsce można dotrzeć albo na piechotę – jakieś 4 km – lub specjalnie zorganizowanym dla turystów transportem autobusowym i konnym. My w jedną stronę szłyśmy z Ojcem Krzysztofem, co pozwoliło też na powolne smakowanie tego miejsca, które jest niesamowicie urokliwe – wyspa jakby wyrasta z morza, wiatr od morza się wzmaga i można naprawdę odczuć klimat zbliżającego się spotkania.

Na samą wyspę wchodzi się jedną bramą – całkiem wąską, na jedną osobę – przypomina bramę Nieba, do którego prowadzi „wąska ścieżka”. Woda podchodzi aż pod bramę, choć nie na długo, bo za około 6-7 godzin będzie można suchą – tzn. tylko ubłoconą stopą – przejść aż na ląd, bo to kolejna cecha charakterystyczna tego miejsca – częste pływy morza i odpływy. Gdy po mszy św. i posiłku spojrzałyśmy wokół – wody już nie było.

Pierwszym punktem naszego pobytu na wyspie była msza św. w kościele parafialnym pod wezwaniem św. Piotra. Przyjął nas tam bardzo serdecznie Ks. Proboszcz, który zaprosił nas potem do swojego domu na „dziedziniec” – podwórko, gdzie mogłyśmy zjeść pyszności – nawet pizzę ;o) i dalej ruszyć na zwiedzanie tego miejsca.

Jeśli chodzi o historię opactwa na wyspie, to według legendy w 709 r. Biskupowi Avranches, św. Aubertowi, objawił się Michał Archanioł, prosząc o zbudowanie kościoła na skale. Biskup dwukrotnie zlekceważył prośbę aż do momentu, kiedy św. Michał, dotknąwszy palcem biskupiej głowy, wypalił w niej dziurę, ale pozostawił nieszczęśnika przy życiu. Czaszka św. Auberta z otworem jest przechowywana do dziś w katedrze w Avranches. Dalszą historię można sobie poczytać, w każdym razie – z przerwą spowodowaną rewolucją francuską (1791), kiedy benedyktyni zostali wydaleni z opactwa, które zostało zamienione na więzienie dla księży – aż do roku 1863, znów od 1966 miejsce było zamieszkiwane przez mnichów, a obecnie od 2001 klasztor przekazano Wspólnotom Jerozolimskim. Zameldowanych na stałe na wyspie jest jedynie 18 osób.

Miejsce jest szczególne, prawdziwy dom na skale, który w dużej mierze wznoszono z kamieni, które podczas przypływów wyrzuciło morze. Pełno tam wąskich uliczek, schodów pnących się po zboczach góry, aby stamtąd podziwiać rozległy horyzont.

Po odśpiewanych nieszporach jeszcze raz będąc w kościele parafialnym, ruszyliśmy w drogę powrotną, ale obraz tego miejsca pozostanie na długo w naszej pamięci.

s. Hanna od Boga Ojca KDzJ

***

W niedziele, nasz ostatni wieczór,  Nasza Matka rozdała nam relikwie Św. Teresy, dar sióstr karmelitanek bosych dla naszej grupy; naszą odpowiedzią na ten delikatny dar, było podzielenie się poezją «Żyć miłością» – według wyboru, śpiewając lub recytując w dwugłosie każdą z 15 zwrotek. Była to prawdziwie karmelitańska rekreacja, jednocząca serca, pełna duchowego pokarmu i podnosząca ducha! 

W poniedziałek rano dzień rozpoczął się dosyć wcześnie – Msza Święta o 5.15.  Na ołtarzu (dosłownie) złożone zostały wszystkie nasze intencje: i te, przywiezione z Polski i te napisane już na miejscu a także te nienapisane. Był to szczególny moment duchowej komunii całego naszego Zgromadzenia i wielkiej wdzięczności za laskę tej pielgrzymki i za wszystkie otrzymywane nieustannie laski.  Po Mszy świętej intencje te zostały złożone do dwóch kopert : jedna, zaadresowana «Święta Teresa od Dzieciatka Jezus i Najświętszego Oblicza – relikwiarz» została złożona przy relikwiarzu , natomiast «Święta Teresa od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza – cela» w celi, pod poduszką Świętej.

I tak ufne w Jej wstawiennictwo i pomoc a także umocnione przykładem i dobrocią Jej i Jej Świętych Rodziców, po pospiesznym śniadaniu, wyruszyliśmy w drogę wprawdzie tą samą, którą przyjechaliśmy, lecz widziana w innym świetle !

Nasza Święta Siostro, uproś nam laskę, byśmy jak Ty kochały Jezusa i sprawiały by był On kochany.  Niech nasze serca spragnione miłości znajdą głęboki pokój w oddaniu się Jezusowi i szukaniu jak sprawić Mu przyjemność.

Naucz nas jak Ty, służyć z radością naszym siostrom i braciom, których On stawia na naszej drodze by żyć i stawać się Miłością!

s. Juliusza od Miłosierdzia Bożego KDzJ

Posted in Aktualności, Dom Generalny, Relacje and tagged , , , .