Homilia Ks. Bp. Grzegorza Kaszaka z okazji jubileuszu 95-lecia powstania Zgromadzenia Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus

Wygłoszona 31 grudnia 2016 r. w Sosnowcu

bp. Grzegorz Kaszak

 

Wielce Czcigodna Matko Generalna!
Czcigodne Siostry!
Czcigodni Księża!
Umiłowani w Chrystusie Panu Bracia i Siostry!

Z okazji jubileuszu 95-lecia powstania Zgromadzenia Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus chciałbym, abyśmy snuli refleksję nad istotą życia konsekrowanego, a przede wszystkim nad realizacją powołania zakonnego w Zgromadzeniu Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus. Czynić to będziemy na podstawie przesłania Pana Jezusa przekazanego św. Siostrze Faustynie, zapisanego przez Apostołkę Bożego Miłosierdzia ku pouczeniu i przestrodze w „Dzienniczku”. Dziś poruszę tylko niektóre wątki dotyczące życia zakonnego zawarte w „Dzienniczku”, bowiem bogactwo tematów nie pozwala na odniesienie się do wszystkich w czasie jednego kazania. Potraktujcie je, Kochane Siostry, jako materiał do dalszych przemyśleń, do medytacji, a także jako zachętę do tego, żeby jeszcze raz sięgnąć do „Dzienniczka” właśnie pod kątem życia zakonnego.

Przejdźmy więc do naszych dzisiejszych rozważań. Jak wiemy, Siostra Faustyna nie miała łatwego życia. W pewnym momencie zastanawiała się nawet, czy nie opuścić zgromadzenia. W podjęciu decyzji pomogła jej bezpośrednia interwencja Pana Jezusa w jej życie. Sekretarka Bożego Miłosierdzia tak opisała to wydarzenie: Ujrzałam na firance oblicze Pana Jezusa bolesne bardzo. Żywe rany na całym obliczu i duże łzy spadały na kapę mojego łóżka. Nie wiedząc, co to wszystko ma znaczyć, zapytałam Jezusa: Jezu, kto Ci wyrządził taką boleść?- A Jezus odpowiedział, że: ty Mi wyrządzisz taką boleść, jeżeli wystąpisz z tego Zakonu. Tu cię wezwałem, a nie gdzie indziej, i przygotowałem wiele łask dla ciebie (Dz. 19).

Kochani, zakon to droga do Pana Jezusa wyznaczona dla niektórych, która prowadzi do szczęścia, wiedzie do nieba. Z tej drogi nie wolno rezygnować nawet wtedy, gdy są trudności, gdy pojawiają się wątpliwości. Trzeba nią iść dla dobra własnego i dla dobra innych, bowiem osoby konsekrowane są bardzo potrzebne światu. W „Dzienniczku” czytamy: Dziś dał mi Pan poznać swe zagniewanie na ludzkość, że zasługuje przez swe grzechy na skrócenie dni, ale poznałam, że istnienie świata podtrzymują dusze wybrane, to jest zakony. Biada światu, jeśli braknie zakonów (Dz. 1434). Wy, kochane Siostry, jesteście skarbem, bogactwem, dobrem Kościoła i świata. Niezależnie od tego, co ten świat będzie mówił, jak będzie Was osądzał, wiedzcie, bądźcie o tym głęboko przekonane, że Wasz sposób życia jest potrzebny światu ‒ nawet jeśli świat tego nie rozumie. Pan Jezus wspomniał Siostrze Faustynie, jak wiele dobra może się dokonać poprzez życie zakonne, jeśli osoba konsekrowana będzie miała prawdziwą, szczerą wiarę. Abym mógł działać w duszy, dusza musi mieć wiarę. O, jak miła Mi jest żywa wiara (Dz. 1420) ‒ powiedział Chrystus św. Faustynie. Potwierdzenie tych słów Siostra odnalazła, patrząc na zakonnice trwające na adoracji w kaplicy. Adorację tę miała Matka Przełożona i jeszcze inne siostry Jednak poznałam, że modlitwa Matki Przełożonej poruszyła niebo. Ucieszyłam się tym, że są dusze tak miłe Bogu – zapisała Święta. (Dz. 1421). Jak widzimy, modlitwa jednej zakonnicy, jeśli jej dusza jest miła Panu Bogu, potrafi poruszyć niebo. Ileż to dobra może wyjednać dla ludzi, dla świata taka adoracja. Mając na względzie dobro, które dokonuje się poprzez zakony, wszyscy musimy dbać o to, żeby wzrastały w siłę, rozwijały się. I żeby były nowe powołania.

Kochane Siostry, żeby zobaczyć, ile dobra spłynęło na ziemię przez Waszą posługę, trzeba wspomnieć początki, cofnąć się o 95 lat, do ówczesnego Sosnowca. Jaka tu wtedy była bieda ‒ i ta moralna, i ta materialna. Siostry – trzeba to powiedzieć – nie pracowały, one harowały. Zajmowały się ubogimi, bezrobotnymi, sierotami i chorymi. Potem były różne koleje losu, II wojna światowa. Siostry w tym czasie wykazały się wielką odwagą, przyjmując do siebie dzieci, także te żydowskie, chroniąc je. A za to była tylko jedna kara – kara śmierci, wykonana albo natychmiast, albo w obozie koncentracyjnym. Obecnie Siostry Karmelitanki Dzieciątka Jezus pracują jako katechetki, zakrystianki itp. Prowadzą przedszkola, ochronki, domy rekolekcyjne, pracują na misjach. To stanowi bogactwo materialne. A cóż powiedzieć o tym duchowym? A Wasza obecność na ulicach miasta? Ludzie zapewne różnie reagują na widok Waszego habitu. U niektórych być może budzi on wyrzuty sumienia, niektórych może zmusza do zastanowienia się nad sensem życia. Ile osób będzie uratowanych dzięki Waszej obecności, Waszej modlitwie? Za to dobro, które nieustannie czynicie, z całego serca Wam dziękuję.

A zatem zakony muszą istnieć. Musi się też rozwijać Zgromadzenie Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus. Niestety, jak wiecie, nie zawsze wszystko było dobrze. I dzisiaj musimy o tym wspomnieć. Jednym z takich aspektów ‒ o którym pisała także Siostra Faustyna ‒ jest nie zawsze wzorcowe życie zakonne. Chodzi mi tutaj o stosunek sióstr do współsióstr dotkniętych chorobą, cierpiących. W Waszym Zgromadzeniu też są takie siostry, które napracowały się, które wiele zrobiły, a teraz dotknięte są różnego rodzaju boleściami. Przytoczę fragment „Dzienniczka” ukazujący osobiste doświadczenie Siostry Faustyny w tym względzie. Święta zapisała: Dziś czułam się więcej chora, ale Jezus dał mi w dniu dzisiejszym więcej sposobności do ćwiczenia się w cnocie. Tak się złożyło, że obowiązek miałam cięższy. Siostra w kuchni okazała mi swe niezadowolenie, że się spóźniłam na obiad, chociaż w żaden sposób wcześniej przyjść nie mogłam. Jednak czułam się tak źle, że musiałam poprosić Matkę Przełożoną, aby mi pozwoliła się położyć. Poszłam poprosić siostrę N., aby mnie zastąpiła w obowiązku. – Otrzymałam znowuż burę: Cóż to, tak się siostra przemęczyła, co się idzie znowu położyć? A bodaj was z tym leżeniem. Wysłuchałam to wszystko, ale nie na tym koniec, trzeba iść jeszcze poprosić siostrę, która ma obsługę chorych, aby mi przyniosła posiłek. – Kiedy jej o tym powiedziałam, wyskoczyła za mną z kaplicy na korytarz, aby móc wypowiedzieć, co czuła: Po co się siostra kładzie itd… Prosiłam ją, aby mi już nie przynosiła. Piszę to w wielkim skróceniu, bo nie mam zamiaru o tych rzeczach pisać, ale czynię to dlatego, aby z inną duszą tak nie postępowano, bo to się nie podoba Panu. W duszy cierpiącej powinniśmy widzieć Jezusa ukrzyżowanego, a nie darmozjada i ciężar dla zgromadzenia. Dusza cierpiąca z poddaniem się woli Bożej więcej ściąga błogosławieństwa Bożego dla klasztoru aniżeli wszystkie siostry pracujące. Biedny ten dom, który nie ma chorych sióstr. Bóg nieraz udziela wiele i wielkich łask ze względu na dusze cierpiące i wiele kar oddala jedynie ze względu na dusze cierpiące (Dz. 1268). Warto się zastanowić nad tymi słowami Siostry Faustyny, bowiem zawsze będziemy mieć osoby chore wśród nas. One są naszym bogactwem, „skarbem Kościoła”, o który musimy dbać. Ze względu na ofiarę, którą składają Bogu Wszechmogącemu ze swego cierpienia, Pan Bóg udziela nam wszystkim wiele łask.

Kolejna sprawa, którą chciałem dziś poruszyć, a o której także pisze św. Siostra Faustyna, to kwestia panowania nad językiem. O grzechach języka zostaliśmy pouczeni w Piśmie Świętym, szczególnie w Liście św. Jakuba, ale warto przypomnieć także słowa Siostry zapisane w „Dzienniczku”. Święta zapisała: Widziałam wiele dusz w przepaściach piekielnych za niezachowanie milczenia. Same mi to powiedziały, kiedy je zapytałam, co było przyczyną ich zguby. Były to dusze zakonne. Mój Boże, co za ból, że przecież mogłyby być nie tylko w niebie, ale i nawet święte. O Jezu, miłosierdzia, drżę, kiedy pomyślę, że mam zdawać sprawę z języka, w języku jest życie, ale i śmierć, a nieraz językiem zabijamy, popełniamy prawdziwe zabójstwo – i to mamy jeszcze uważać za rzecz małą? Naprawdę, nie rozumiem takich sumień. Poznałam pewną osobę, która dowiedziawszy się od innej pewnej rzeczy, którą o niej mówiono… Rozchorowała się ciężko, a więc ubyło tam wiele krwi i wiele wylała łez, i potem nastąpiło smutne następstwo, a więc nie miecz, ale język dokonał tego (Dz. 118-119). Nawet gdybyśmy mieli, nie wiem, jak wspaniałe konstytucje, statuty, regulaminy, porządki dnia, itd., to relacje między nami i tak będą zależały od nas samych. Na nic się zdadzą wspaniałe dokumenty, jeżeli serce nie będzie wrażliwe na Pana Boga i na drugiego człowieka.

I jeszcze jedna przestroga, i jeszcze jeden fragment z „Dzienniczka”: W pewnej chwili poznałam stan dwóch sióstr zakonnych, które na dany rozkaz przełożonej wewnętrznie szemrały i wskutek tego Bóg im zatrzymał wiele łask szczególnych. Ból mi ścisnął serce na ten widok. Jeżeli my sami jesteśmy przyczyną utraty łask, o Jezu, jakie to smutne. Kto to zrozumie i jest zawsze wierny (Dz. 690). ‘Szemrać’ ‒ w języku polskim znaczy: wyrażać nie całkiem otwarcie swoje niezadowolenie, narzekać, biadolić, obmawiać. I chociaż siostry czyniły to wewnętrznie, i tak utraciły wiele łask, które są tak potrzebne każdemu z nas.

Na zakończenie dzisiejszych rozważań, życzę Wam, kochane Siostry, abyście rozwijały się duchowo, wewnętrznie. Byście były pociechą Pana Jezusa ‒ w sposób szczególny Dzieciątka Jezus ‒ i skarbem dla tego świata. A stanie się tak, jeśli będziecie święte.

Amen.

(tekst autoryzowany)

Posted in Aktualności, homilie and tagged , , .