Historia cd.

Siostry zabrały się do dzieła z entuzjazmem i zapałem, ale już po paru dniach okazało się, jak bardzo przeliczyły swoje siły i możliwości podejmując tak rozległe pole działania. Siostry były rozproszone po odległych barakach i domach, gdzie przebywały nie tylko od rana do wieczora, ale gdzie również musiały niejednokrotnie dyżurować po nocach, jak w domu starców i obu sierocińcach. Matka Teresa podjęła się kierownictwa Kuchni Amerykańskiego Komitetu Pomocy Dzieciom. Z kuchni rozdzielano posiłki i odzież dzieciom i starcom. M. Teresa miała prowadzić księgi rachunkowe wszystkich placówek, sporządzać co pewien czas sprawozdania z działalności w Magistracie w dziale Towarzystwa Dobroczynności oraz wyliczać się w czasie ustawicznych wizyt przedstawicieli amerykańskich, wspierających materialnie działalność Towarzystwa. Jednocześnie jako zakrystianka dbała o kościół kolejowy. Miała również pod opieką magazyn żywnościowy i odzieżowy, który wymagał stałego przeglądu. M. Teresa pracowała w nim z całkowitym poświęceniem i zapomnieniem o sobie. Czasem nie mając nikogo do pomocy, sama dźwigała i przesuwała ciężkie worki, co nie pozostało bez wpływu na jej zdrowie.

Warunki pracy dla małej grupki sióstr były niezmiernie trudne. Praca ta była dla M. Teresy i młodych sióstr ponad siły, zwłaszcza, że pracowały od świtu do nocy, a placówki były znacznie oddalone od mieszkania sióstr i wiele czasu i sił trzeba było poświęcić, by do niego dotrzeć. Nie sposób to było pogodzić z regularnym życiem zakonnym. Siostry, wracając do domu późnym wieczorem, były tak przemęczone, że nie były w stanie podejmować jeszcze jakichś ćwiczeń duchowych. Nie było czasu na modlitwę i na jakąkolwiek formację. Życie więc duchowe i zakonne cierpiało dotkliwie skutkiem ilości obowiązków i znacznej odległości miejsc pracy. Matka codziennie odwiedzała poszczególne placówki, by dodawać otuchy i służyć dobrą radą. Podnosiła siostry na duchu, by się nie załamywały z powodu nadmiaru pracy i rozmaitych trudności. Mimo nawału pracy i ogromnych fizycznych wysiłków czy zmęczenia, siostry nie narzekały na ten wyścig pracy, gotowe były dla Boga czynić jeszcze większe ofiary ze swych sił i zapału. M. Teresa bolała jednak nad sprawą zasadniczą dla istnienia i rozwoju młodego Zgromadzenia. Sama przemęczona pracą do późnych godzin wieczornych, nie traciła spokoju i wrodzonego sobie optymizmu, dawała Siostrom przykład gorliwości w codziennej szarzyźnie. Nie mogło to jednak zastąpić normalnego prowadzenia nowicjatu, bez którego nie było mowy o rozwoju Zgromadzenia .
Wkrótce pojawiły się dwie różne wizje życia nowej wspólnoty. M. Teresa w życiu świeckim łączyła życie modlitwy ze służbą ubogim. Potrafiła, więc połączyć jedno z drugim. Natomiast s. Józefa, odbywszy roczny nowicjat w klauzurze u karmelitanek bosych, chciała wprowadzić te same zwyczaje i dyscyplinę w życiu nowego Zgromadzenia.

M. Teresa zwróciła się do O. Anzelma z zapytaniem, jak postępować w podobnych wypadkach. O. Anzelm umacniał siostry: ?Odwagi, nie upadajcie na duchu w początkach trudnych. Pan Jezus poprowadzi Wasze dzieło. Módlcie się gorąco o wzrost Zgromadzenia, o silną jedność, o ducha poświęcenia. (…) Duchem jestem zawsze z Wami, modlę się za Was. Niech łaska Pana Naszego będzie z wami i Miłość jego niech rośnie? .
W pierwszych miesiącach Ojciec Założyciel bacznie czuwał nad rozwojem Zgromadzeniem. Z początkiem lutego 1922 r. odwiedził siostry, by zobaczyć sposób życia i omówić radości i smutki. Pod koniec Wielkiego Postu O. Anzelm urządził siostrom trzydniowe rekolekcje. Rano i wieczorem po pracy sióstr w kościele dawał nauki o życiu zakonnym. Wyrazem zadowolenia z ogólnego stanu życia sióstr i ich pierwszych kroków był list napisany do M. Teresy: ?Krótko zabawiłem między Wami, lecz z prawdziwą pociechą zobaczyłem, że dorosłyście do zadania, jakie macie spełnić. Początki Waszego zaparcia, poświęcenia, umartwienia piękne, cnoty w siostrach dużo, ufam przeto, że te trudności początkowe cierpliwością, odwagą pokonacie szczęśliwie. Pan Jezus jest z Wami?.

?Wytrwajcież w miłości Bożej, wytrwajcie we wzajemnej miłości z prostotą, ze szczerością dzieci Bożych, wzajemnie obcując i wzajemnie krzyż własny i wspólny lekkim czyniąc, a doznacie, że dobrze jest być razem i oglądać i czuć będziecie Pana Jezusa między Wami? .
Wielką niespodziankę Ojciec sprawił siostrom, a jeszcze większą dzieciom z sierocińca, gdy kilka dni po swym liście zjawił się w Sosnowcu. Dzieci przygotowane pod kierunkiem jednej z sióstr miały na tę okazję przedstawienie, deklamacje i występy. Wiele radości przeżyły w tym dniu dzieci, obdarowane przez O. Anzelma słodyczami i obrazeczkami. Ojciec Założyciel był bardzo zadowolony z pracy sióstr, której owoce i skutki wszędzie można było zauważyć.

Już w pierwszych miesiącach istnienia, Zgromadzenie odczuwało pragnienie oraz potrzebę posiadania własnego domu, którego mury zabezpieczałyby siostrom spokój i odcięcie się od świata w czasie modlitw i innych ćwiczeń duchowych.
Takiego domu Zgromadzenie nie miało i nie miało środków, by móc go nabyć. Mieszkanie w pokojach Towarzystwa Dobroczynności uzależniało je całkowicie. Utrata pracy w Towarzystwie równała się utracie mieszkania. Równocześnie pracując tylko dla Towarzystwa, nie miały szansy zarobienia na własne mieszkanie.
W czerwcu 1922 r. komisja rewizyjna z Ameryki przeprowadziła inspekcję działalności Towarzystwa w Sosnowcu. Komisja po wizytacji wszystkich placówek prowadzonych przez siostry, wyraziła uznanie i wielkie zadowolenie zwłaszcza z bardzo staranie i dokładnie prowadzonych przez M. Teresę ksiąg rachunkowych. Uznanie dla pracy sióstr wyraziła również komisja rewizyjna miasta Sosnowca, która przeprowadziła kontrolę poszczególnych działów Towarzystwa.

Po latach kronikarka zrelacjonowała tę sytuację następująco: ?Konsekwencje nadmiaru pracy mogły być niebezpieczne tak dla samej Matki Przełożonej, jak i dla Zgromadzenia. Ale młodość nie mówi: ?dosyć? lub ?nie mogę? gdy chodzi o ideał duszy gorliwej. Jakkolwiek Nasza Matka, czując się przemęczoną, osłabioną, nie traciła jednak spokoju i tego optymizmu sobie wrodzonego, któremu zawsze słońce świeci, wszystko sprzyja, a który był tak niezbędny na tym stanowisku. Umęczona szła do refektarza, na wspólne akty, dodając siostrom otuchy, świecąc sama przykładem gorliwości. (…) Wiele czerpała pociechy przy ołtarzyku, prowizorycznie urządzonym przed obrazem Najświętszego Serca Jezusowego w refektarzu, gdzie siostry zbierały się na wspólne akty. Ale dusza stale trwała przy Jezusie w Hostii, ukrytym tuż niedaleczko za ścianą. Jezus tylko mógł być wszystkim dla tej duszy, pozbawionej wszelkiej ludzkiej pomocy i pociechy, On też był Jej siłą, pociechą, pomocą i światłem? . Jedynie z tego teksu możemy wnioskować coś o przeżyciach M. Teresy w pierwszych sześciu miesiącach pracy w Towarzystwie. Listy M. Teresy do Założyciela z tego okresu, jak również z późniejszych lat nie zachowały się.

O. Anzelm w czterdziestą rocznicę założenia Zgromadzenia, gdy wspominał początki, mówił do sióstr: ?Pozwólcie, że powiem wam, że Zgromadzenie wasze to dzieło dzieci. Rozpoczęło się ono bez przygotowania, bez doświadczenia, czym jest życie zakonne, bez znajomości prawa kościelnego i zakonnego, bez sił fachowych do pracy, do jakiej was powołały warunki założenia, bez własnego domu. Stąd nie tylko w pracy, ale i w swoich ćwiczeniach pierwsze siostry były zależne od władzy kierującej zakładami dobroczynności, która nie znając życia zakonnego żądała tylko wydajności w pracy, a nie liczyła się z innymi obowiązkami zakonnymi, np. z modlitwą. Dlatego w swych początkach powstały trudności, które uniemożliwiły pracę w zakładach. Siostry z bólem opuściły pracę społeczną, by ratować rozpoczęte życie zakonne. Zgromadzenie stało się jak sierotka ? bez grosza, bez dachu, skazane na tułaczkę po placówkach wynajętych, często bez chleba i na mrozie? . O. Anzelm w swoich wspomnieniach opisał ten okres krótko: ?Nakazałem opuścić zakłady ks. Raczyńskiego i rozpocząć życie zakonne na własną rękę. Jak je rozpocząć? Ani środków materialnych, ani domu, ani pomocy, przeszkody. (…) Tu się okazała nadprzyrodzona cnota wiary ? ufności i męstwa w świętą sprawę ? heroiczne wysiłki duchowe i fizyczne Matki Teresy, by mimo wszystko wytrwać, nie cofnąć się, nie załamać się i nie pozwolić się złamać? .

M. Teresa dostrzegała zagrożenie zdominowania życia zakonnego przez pracę. Jako przełożona generalna czuła się odpowiedzialna za powstałe Zgromadzenie. Jej matczyna troska rozciągała się na powierzone jej siostry, dlatego tak bardzo zależało jej na ich duchowym rozwoju. Miłość Matki Teresy do Zgromadzenia wyrażała się troską o los sióstr i ich rozwój duchowy. Przełożona generalna zdawała sobie sprawę, że konsekwencją braku formacji sióstr może być upadek Zgromadzenia. Postawiła więc na rozwój duchowy instytutu. Słuszność tej decyzji jakże wyraźnie podkreślają słowa Vita consecrata: ?Rodziny życia konsekrowanego muszą stawiać na pierwszym miejscu życie duchowe, tak aby każdy Instytut i każda wspólnota stanowiła prawdziwą szkołę ewangelicznej duchowości. Od tej pierwszoplanowej opcji, realizowanej na płaszczyźnie osobistej i wspólnotowej, zależy apostolska owocność Instytutu, ofiarność jego miłości do ubogich, a także jego zdolność przyciągania powołań spośród nowych pokoleń. Właśnie wysoki poziom duchowy życia konsekrowanego może wstrząsnąć świadomością ludzi naszych czasów, którzy są spragnieni absolutnych wartości, i stać się w ten sposób porywającym świadectwem? (VC 93). M. Teresa przeczuwała załamanie się Instytutu, jeśli młode siostry jeszcze nie wyrobione wewnętrznie nie będą miały potrzebnego czasu na modlitwę i formację duchową, gdyż z zbiegiem czasu mogłyby już nie dostrzegać potrzeby troski o rozwój własnej osobowości. A ponadto nadmierna, ponad siły i wytrzymałość praca mogła odbić się na zdrowiu sióstr, co zresztą sama boleśnie odczuła na sobie..
M. Teresa widziała szerokie pole potrzeb Zagłębia, dzięki szczególnej łasce Bożej dostrzegała jednak, że ludzie zamieszkujący tę ziemię, nade wszystko potrzebują wartości duchowych, potrzebują świadectwa o Bożej obecności i miłości. Intuicyjnie czuła, że ludziom ciężkiej pracy, trzeba pokazać, że jest możliwe połączenie aktywności z życiem duchowym. Chciała więc, by siostry dawały potrzebującym nie tylko rzeczy materialne, ale prawdziwe dobra, chciała, by dawały im samego Boga. Nie sposób jednak zanieść innym Boga, jeśli nie ma się czasu na modlitwę i samemu nie żyje się Bogiem.

W trosce o duchowe dobro Zgromadzenia Matka Teresa za zgodą bpa A. Łosińskiego, po uprzednim skontaktowaniu się z Ojcem Założycielem, opuściła wraz z siostrami w lipcu 1922 r. zakłady Towarzystwa zdając się wyłącznie na Opatrzność Bożą. Współczesny pisarz w następujący sposób skomentował zaistniałą sytuację: ?Decyzja pozostania w Sosnowcu z młodym Zgromadzeniem, była ze strony Matki Teresy czynem niemałej odwagi. Kto bowiem zna ówczesne nastroje, zwłaszcza na przedmieściach tego miasta, może się łatwo domyślić, na jakie przeszkody natrafiały tam Siostry. Napady nocne, kradzieże, szykany na każdym kroku, wreszcie zorganizowana akcja ludzi złej woli chciała koniecznie Siostry wydalić z terenu miasta. Wskutek tych trudności wiele Sióstr traciło odwagę. Matka Teresa jednak nie dała się zastraszyć przeciwnościami. Wierzyła, że jeżeli ma się pracować dla Boga, dla dobra dusz ludzkich ? trzeba przede wszystkim pracować tam, gdzie tej pracy najwięcej potrzeba. A Sosnowiec tak bardzo potrzebował miłosiernego czynu pracy katolickiej? . Po opuszczeniu zakładów Towarzystwa Dobroczynności, w każdej poszczególnej tymczasowej siedzibie siostry podejmowały w miarę swoich możliwości własną działalność apostolską.