Ks. Juris Skapars - Łotwa
Przeglądnąć się życiu i nauce Teresy!
To wcale nie jest takie łatwe jak zazwyczaj o tym myślą, bo Teresa z Lisieux nie jest gwiazdą filmową, o której jej współcześni ludzie wiedzą wszystko. Ona jest kontemplatywną osobowością, której życie klasztorne toczyło się za wysokimi murami Karmelu. Jeśli ona nie napisałaby swoich "Dziejów duszy", nikt by nie dowiedział się, co ona w swoim zamknięciu robiła. To złudne sądzić, że "Dzieje duszy" są zwykłą książką, bo głębi duszy Teresy nikt nie zdołał zbadać przez długie lata studiów (tak pisał Andrea Karles "Święte epoki atomowej").
Od roku 1898 po rok 1947 w różnych językach zostało wydane 865 pozycji o życiu Teresy. A jednak siostra Teresa od Dzieciątka Jezus pisała do swojego brata duchownego ks. Bellier: "Nie znacie mnie taką, jaka jestem naprawdę". Ten przyjacielski wyrzut mógłby być zaadresowany do wielkiej liczby ludzi współczesnych. Pielgrzymi i turyści, którzy zwiedzali Lisieux, albo po prostu czytelnicy "Dziejów duszy" myślą, że znają "małą Świętą"; przecież ona jest taka prosta! Ale to tak tylko się wydaje...
Niewiele jest świętych, które zostały tak mało zrozumiane podczas swojego życia, jak Teresa. Po niej ta niezrozumiałość stała się jeszcze większa, bo z jednej strony się stała ofiarą czci przesadzonego sentymentalizmu, który mocno wykrzywił jej obraz; ale z drugiej strony, ofiarą języka literackiego XIX wieku, który panował w środowisku religijnym tamtego czasu. T o wszystko stało się poważną przeszkodą. Ona sama zaprzeczała wobec życiorysów świętych pisanych w jej czasach: "Nie warto opowiadać coś nie do wiary, albo też rzeczy, które nie mogą być znane. Trzeba, aby zostało widoczne ich prawdziwe, a nie 'wyobrażone' życie,,
Życie św. Teresy od Dz. Jezus zawiera tylko 24 lata.
Urodziła się 2 stycznia 1873 roku, a zmarła 30 września 1897 roku. Dziewięć z tych 24 lat przeżyła w Karmelu w Lisieux jako siostra Teresa od Dzieciątka Jezus. Właśnie tam w niej utworzył się mocny system myślenia duchowego, ten system w historii teologii duchowości wszedł pod określeniem "mała droga". Początki tej drogi należy szukać w tych przesłankach, które Teresa wyniosła ze sytuacji swojego czasu, ze swojej rodziny i swojej osobistej biografii wewnętrznej; bez tych założeń nie sposób zrozumieć Teresy. Środowisko katolickie czasów Teresy, poczynając od rodziny i kończąc na klasztorach znajdowało się pod wpływem jansenizmu.
"Jansenizm", to taki ruch religijny, który się opiera na nauce dualistycznej predestynacji. Według tego myślenia tylko niewielka liczba ludzi może osiągnąć zbawienie Boże, a przygnębiająca przewaga ludzi niebo straciła. Zbawieni, to przede wszystkim członkowie zakonów, którzy przecież żyją "w stanie duchowej doskonałości". Oni za swoje zbawienie mogą dziękować, przeważnie swoim wysiłkom religijnym. Ich zdaniem, są oni wybrani po to aby swoim ofiarnym życiem, od kary Bożej uratować całą resztę ludzkości, która według ich myśli, jest beznadziejnie uwikłana w swoich grzechach, więc chcą uśmierzyć gniew Boży. Za takim rozumieniem stoi błędne wyobrażenie Boga i Jego miłości, jakoby Bóg chciał mieć do czynienia tylko z tymi ludźmi, którzy są wolni od upadków.
Teresa Martin jest prawdziwym odbiciem swojej epoki.
Już w rodzinie - według wymagań czasu - została wychowana do tego, aby przez akty ofiarne, z których trzeba było zdawać rachunek, sama sobie wysłużyła niebo. Owocem takiej metody wychowania mogła być tylko postawa faryzeusza, albo skrupulantki. Teresa zajęła miejsce w tej drugiej grupie. Jednak "okropna choroba skrupułów w końcu nauczy ją poznać samą siebie jako człowieka słabego, który jest zależny od pomocy bliźnich - odtąd na całej drodze jej rozwoju duchowego to właśnie doświadczenie będzie miało wielkie znaczenie.
Dla tamtych czasów pragnienie Teresy 'stać się świętą' nie jest czymś całkiem niezwykłym. Już od dzieciństwa w swojej rodzinie, szczególnie u swojej mamy widziała dążenie do naśladowania świętych.
Obraz świętego wtedy, to był mocno stylizowany super-święty, który w sobie skupił wszystkie cnoty doskonałości i który nie miał ani jednej słabości ludzkiej; właśnie tu ukrywają się nie1udzkie owoce jansenizmu. Pragnienie stania się świętą, u Teresy jest tak wyraźne, że uzasadnione zostaje określenie jako
„fundamentalne pragnienie” jej drogi duchowej. I Teresa zrobi korektę z pojęcia świętości swojej epoki na świętość prawdziwą, która nie wyklucza natury ludzkiej, ale buduje na jej podstawach, uświęcając je.
Życie Teresy w pełni pokazuje przejście z jansenistycznego „tak trzeba” na drogę dziękczynienia i zaufania, jako odpowiedzi świadomości, że Bóg obdarował człowieka miłością.
Biorąc niektóre wypowiedzi Teresy z listów i zapisek, które Ona nam zostawiła, spróbujemy nakreślić jej duchowe dziedzictwo, które należy nie tylko do Zakonu Karmelitańskiego, lecz do wszystkich ludzi.
„Właściwością miłości (Bożej] jest zniżanie się do tego, którego kocha”. Tym zdaniem na samym początku swojej autobiografii Teresa opisuje swój centralny wniosek o istocie Boga: On jest miłosierny, Ten, który miłuje; i dla Jego miłości charakterystyczne jest zniżanie się do najniższych. Najbardziej charakterystyczne i typiczne dla miłości Bożej jest Jego zamieszkanie między ludźmi, którzy są nikczemni wobec Niego, są nicością. „Zniżyć się, pochylić się” - to znaczy, że Bóg ze swojej najgłębszej istoty zadowala się czymś, co jest mniej warte niżeli On sam; dużo więcej Teresa chce tym powiedzieć. Bóg w swojej miłości nie zna granic i jest niewyczerpalny i że nawet ja, maleńki, niski człowieczek jestem ogarnięty (objęty) Jego miłością.
„Aż do nicości”, mówi Teresa, zniża się Bóg, i w tym jest Jego „wielkość”. Z największym wrażeniem to się pokazuje w absolutnym, najgłębszym, aż do niemożliwości, osamotnieniu Jezusa na krzyżu. Właśnie tu urzeczywistnia się Odkupienie tych, którzy się znajdują w takim samym osamotnieniu i egzystencjalnej izolacj, Odkupienie ludzi.
Teresa szła drogą uniżenia się – „małą drogą” - razem z Jezusem i w sposób egzystencjalny coraz bardziej uznała, jak bardzo zawdzięcza i jest dłużniczką, wobec odkupieńczej pracy Jezusa. Odpowiada temu, w jakiej mierze wzrastała intensywność Jej ufnej wiary w miłość Bożą. Ona potrafiła przybliżyć się sama do swojego „nic” do prawdy o samej sobie. Ona wie, że tam na samym dole, w dolinie pokory oczekuje ją Jezus w swoim miłosierdziu, i w ten sposób całe Jej wnętrze radykalnie przeobraża się w miłość i wdzięczność.
„…On pragnie miłości!”
„Jezus nie potrzebuje naszych prac, ale jedynie naszej miłości ... On pragnie miłości!”. Dla ludzi z jednostronnym odbieraniem rzeczy, tutaj od razu zrodzi się pytanie: Jak to możliwe, że Bóg-Stwórca żebrze miłość od swoich stworzeń? Czy naprawdę Trójjedyny Bóg, który sam w sobie jest wspólnotą Miłości, jest zależny od mojej miłości? Czy jest to możliwe, że ja mogę Boga uspokajać, sprawić Jemu radość?
Dla Małej Teresy to jest możliwe. Dla Niej Bóg zostaje Bogiem, nawet jeżeli On idzie żebrać. Ona zawsze rozpatrywała „trzy największe szaleństwa Bożej miłości”:
pierwsze: bo On nas tak bardzo miłuje ...On nas właśnie z racji naszego ubóstwa i słabości tak kocha, że sam się stał całkiem ubogi i mały w żłóbku betlejemskiej stajenki;
drugie: bo On nas tak miłuje, że dla nas poszedł na najbardziej haniebną śmierć na krzyży;
trzecie: bo On nas tak miłuje, że staje się „Żebrakiem miłości”, mały i pokorny w Eucharystii.
Jedynym przestępstwem, w którym Herod oskarżył Jezusa było to, że On jest zwariowany. Ja się z nim zgadzam. Tak, znajdywać małe nikczemne serca śmiertelników było szaleństwem... Szalony - On, który w wielkości i mocy swojej obecności nawet niebiosom był nieogarniony. To było szaleństwem: przyjść na ziemię, znajdywać grzeszników i robić ich swoimi przyjaciółmi, zaufać im jak równym Sobie... On, który razem z Dwoma - uwielbienia i czci godnymi Osobami Trójjedynego Boga - był doskonale szczęśliwy!...
Tak wielkie „głupstwa”, jakie On uczynił dla nas, my dla Niego nigdy nie zrobimy.
Pomiędzy wszystkimi sakramentami Eucharystia dla Teresy jest największym świadectwem (potwierdzeniem) tego, że „Jezus jest chory z miłość i że te chorobę może uzdrowić jedynie miłość!” W swoim słynnym liście, który tak bardzo fascynował Ojca świętego Piusa X, Teresa podkreśla, że nie dlatego Jezus pozostał obecny na ołtarzu, żeby został przechowany w złotym cyborium, ale dlatego On schodzi do nas, aby wejść w nowe niebo, w takie niebo, które jest dla Niego najmilsze, ludzkie dusze. Tak, według przekonania Teresy, Bóg ma więcej radości z pełnej miłości relacji z ludźmi, niżeli będąc z Aniołami. I według myśli Teresy, niema takiego człowieka, który był by tak zły, że Bóg przestałby mu udzielać swojej miłości.
Tragiczne może być tylko, że człowiek „opierając się jedynie na swoich uczynkach” przybliża się do Boga, albo też ma wątpliwość co do Miłości Miłosiernej Boga, bo uważa, że w Jego obecnym stanie Bóg nie może go miłować.
Teresa miała szczególną miłość do Marii Magdaleny, która dla niej jest identyczna z Marią z Betanii. Teresa napisała wiersz „Betania”, w którym Jezus przemawia do grzesznicy:
„Zapomnij to, co było wcześniej, nie myśl o swoich grzechach, zasmakuj tą chwilę razem ze mną”. Wtedy Magdalena pyta: „0 Panie, czy naprawdę niema nic na tym świecie, co by mogło Ci sprawić radość? Ani góry, ani drzewa, ani kwiaty i nawet nie Aniołowie?” I Jezus odpowiada: „Bardziej niż to wszystko, Ja cenię twoją miłość”.
W wierszu Teresy „Boski Żebrak”, także w centrum stoi grzesznica. Jezus prosi samarytankę: „Daj mi pić”. Teresa tłumaczy: „Stwórca żebrze o miłość swojego stworzenia”. W wypowiedzi: „Byłem głodny ... Byłem spragniony ... Byłem chory ...” (Mt 25, 35-36) Teresa zafascynowana znajduje tylko jedną myśl: „Ten, który jest chory z miłości, to Pan! Ten, który jest spragniony miłości, to Pan!”
Świętość, to spotkanie naszej grzeszności z mocą i miłosierdziem Boga. Już od samego początku trzeba jasno wiedzieć, gdzie powinna się koncentrować nasza uwaga. Właśnie dlatego Teresa nie przykłada wysiłku do wyzwolenia się od błędów i niedoskonałości, podkreśla: „najistotniejsze, to miłować Jezusa i robić wszystko, aby inni Go miłowali”. Do swojej siostry Celiny w pewnym liście Teresa kieruje pytanie: „kto będzie Jezusowi służył nie z racji Jego darów, lecz z samozaparciem, jedynie dla Jezusa samego?” I sama odpowiada: „Tak, my to będziemy robić!” I jeśli pewnego dnia przychodzi jej myśl pójścia do piekła, to też tylko dlatego, żeby i tam byłby ktoś, kto miłowałby Jezusa. I wtedy, kiedy ona tęskni za śmiercią, to nie z egoistycznych pobudek by wyzwolić się ze wszystkich problemów tej ziemi, lecz znów jedynie oczekując, że „w niebie będzie mogła (więcej) bardziej kochać Jezusa”. Jednocześnie jest przekonana, że z nieba potrafiła będzie więcej zrobić, aby pobudzać ludzi by otworzyli się na miłość Jezusa.
Dla niej (Teresy) najważniejszy zawsze jest Jezus, stąd i jej wymóg: „Uwierz w miłość Jezusa - i zaufaj Mu!”
cdn.